01-03-2010 19:30
Według najnowszego raportu ONZ, już ponad połowa populacji ludzkiej korzysta z telefonu komórkowego. Dla nas, mieszkańców średniozamożnego państwa w Europie Środkowej, komórka to żadna nowość. Posiadamy coraz nowsze modele wyposażone w kolejne funkcje. MP3, aparat cyfrowy, mapy, lokalizacja, mobilny Internet, gry...
Na dobrą sprawę telefon stał się naszym najbliższym przyjacielem z którym nie rozstajemy się ani na chwilę. Umila nam czas w poczekalni u lekarza, albo w kolejce na poczcie. Pozwala szybko sprawdzić o której godzinie odjeżdża najbliższy autobus na który właśnie czekamy na przystanku, a kiedy już jedziemy do pracy, czy na uczelnię, możemy posłuchać radia oraz odpalić zaległego ebook'a.
Krótko mówiąc - poza oczywistą czynnością jaką jest rozmowa z bliskimi, komórka potrafi znakomicie wypełnić czas rozrywką. Z czego bardzo chętnie korzystamy. To my. A jak jest gdzie indziej?
Guardian opublikował bardzo ciekawy artykuł o tym, jak telefony komórkowe zmieniają Afrykę. W tekście opisano historię 33-letniego handlarza z Demokratycznej Republiki Konga. Deograsias Mukeba mieszka w Goma. Przez wiele lat żył w domu bez adresu, a usługi pocztowe i linie telekomunikacyjne w mieście już dawno przestały działać. Kiedy w 1995 roku zmarła jego mieszkająca z dala od Goma matka, po trzech tygodniach od pogrzebu cudem dostał list z parafii w której została pochowana. Przesyłka zaadresowana była po prostu \"Deograsias Mukeba, Goma\". Jak sam mówi, Goma i Kinszasa były w tych warunkach dwiema, odległymi od siebie planetami.
Dzisiaj adresem Mukeba jest numer jego telefonu komórkowego. Kiedy zaopatrzył się jak wielu obywateli DRK w jeden ze starszych, wysłużonych modeli Nokii, jego życie obróciło się o sto osiemdziesiąt stopni. Gdy telefony pojawiły się w Kongo, Mukeba był bezrobotnym. Mimo wszystko udało mu się wysupłać 25 dolarów na tę nowinkę technologiczną. Okazało się, że było warto. Brat Mukeba mieszkający w Kinszasie, codziennie dzwoni zgłaszając zapotrzebowanie na towary dostępne Rwandzie i Ugandzie, skąd następnie Mukeba je sprowadza. Zwykły telefon pozwolił zdobyć nowe kontrakty i najzwyczajniej w świecie zacząć zarabiać pieniądze. Komórki zmieniły Kongo nie do poznania. Handlarze wysyłają towar na nowe rynki zbytu, szybko sprawdzają aktualne ceny, organizują dostawy. Poza tym telefon ma prawie każdy, mimo, że elektryczność jest nadal towarem deficytowym. Owszem, są to słabe i pozbawione większości nowoczesnych funkcji znanych w całym cywilizowanym świecie modele. Ale za to wszyscy mogą sobie na nie pozwolić.
To niesamowite, jak upowszechnienie prostego przyrządu do komunikacji wpłynęło na rozwój zniszczonego wojnami kraju. Wyzwoliło wrodzoną przedsiębiorczość, obecną przecież w każdym, nawet najbardziej udręczonym społeczeństwie. Teraz każdy, kto dostał wędkę, przy odrobinie samozaparcia może zacząć łowić ryby. Poza czysto merkantylnymi efektami, ta swoista \"komórkowa rewolucja\" pozwoliła odbudować zerwane więzi społeczne. Ludzie zaczęli ze sobą rozmawiać i już nikt, jakkolwiek śmierć bliskiej osoby jest wydarzeniem tragicznym, nie dowie się o niej trzy tygodnie po pogrzebie. Komórki pozwoliły zacząć budować zdrowe relacje międzyludzkie i coraz sprawniej funkcjonujące społeczeństwo. To także dowód na drzemiący w Afryce potencjał. A jeżeli Afrykę objęłyby szeroko zakrojone programy pomocowe wprowadzające pod strzechy Internet? Co prawda droga do tego daleka, bo od infostrady ważniejsze są tam zwykłe drogi, ale można sobie wyobrazić skalę przyszłego skoku cywilizacyjnego w tym regionie świata. A dla nas historia Mukeba jest przykładem, że rozwój mobilnej komunikacji to przyszłość i szansa na lepsze, prostsze i sprawniejsze życie na co dzień.
Na dziś już kończe rozpisany artykuł.
Pozdrawiam Dawid..
