Rwanda - Ludobójstwo Autor: administrator

25-02-2010 21:36

Gdzieś na Czarnym Lądzie



Gdzieś tam, w samym sercu Czarnego Lądu, w sąsiedztwie Tanzanii i Republiki Konga narodził się raj.

Zasadniczo, wszystko było jak trzeba i zgodnie z definicją. Zielono, pięknie, były też rajskie owoce, i nieustająca wiara w Boga. Ale jak w każdym raju, i tu musiał trafić się jakiś wąż.

Dla maleńkiej, położonej na zielonych wzgórzach Rwandy, wężem tym był sąsiadujący z nią kraj - Burundi. Podobno to tu nastąpił początek. Początek końca raju.

Mówi się, że to właśnie szaleństwo wojny w Burundi wciągnęło Rwandę w tygiel wydarzeń, które sprawiły że raj - spłynął krwią. Na naszych oczach i za naszym niemym przyzwoleniem.

Zalążka konfliktu w Rwandzie doszukujemy się dziś w wydarzeniach piętnastowiecznych, kiedy to zjednoczone plemiona Tutsi utworzyły Królestwo Rwandy. Przedstawiciele nacji zwanej Hutu, byli najczęściej odsuwani od władzy i piastowania wysokich stanowisk. Przepaść między Tutsi i Hutu rosła sukcesywnie, aż do czasu gdy w 1885 roku Rwanda stała się kolonią niemiecką. Nowi Panowie nie do końca zainteresowani tą akurat kolonią, uznali za stosowne wyznaczenie pewnego rodzaju namiestników, głównie pochodzenia Tutsi. Z perspektywy czasu, można porównać to do odpalenia bomby z opóźnionym zapłonem.

Po pierwszej wojnie światowej, zwana krajem tysiąca wzgórz Rwanda, objęta została protektoratem belgijskim, a w 1962 roku odzyskała tak upragnioną niepodległość.

Raj znów stał się rajem. W latach siedemdziesiątych było to jedno z najbogatszych krajów Czarnej Afryki. Później było tylko gorzej.
W 1985 r. w Ugandzie, Tutsi powołali do życia organizację o nazwie Rwandyjski Front Patriotyczny.

1 października 1990, jej członkowie zaatakowali Rwandę wywołując tym samym wyniszczającą wojnę domową.

Po kilku latach walk i mordów, podpisano porozumienie, na mocy którego ograniczono władzę prezydenta (dyktatora), skupiając ją w rękach rządu składającego się z RFP i pięciu partii tworzących koalicję. Ta sytuacja miała trwać do czasu przeprowadzenia kolejnych wyborów.

Jednakże, raz wprawionej w ruch maszyny, nie da się zatrzymać.

Nacjonalistyczne nastroje Hutu osiągnęły apogeum. Stacja radiowa RTLM, będąca w rękach przywódców Hutu prowadziła zakrojoną na szeroką skalę, jawną propagandę przeciwko Tutsi.

Radykalne odłamy Hutu zaczęły gromadzić ogromne ilości broni - ich oddziały znalazły się w posiadaniu min. Karabinów AK 47, granatów, broni krótkiej oraz setki tysięcy maczet, od których zginęła większość ofiar.

Czołowym dostawcą broni dla Hutu była brytyjska korporacja Mil-Tec, która to w okresie od czerwca 1993 do lipca 1994 dostarczyła im broń o wartości 6,5 miliona dolarów.

6 kwietnia roku 1994 błękitne niebo nad Kigali przeciął błysk. Dwie rakiety przeciwlotnicze trafiły w cel. Samolot na pokładzie którego znajdowali się prezydenci Rwandy i Burundi roztrzaskał się w trakcie podchodzenia do lądowania. Nikt nie przeżył. Do dziś nie udało się ponad wszelką wątpliwość ustalić kto zlecił ten zamach. Zamach, który stał się doskonałym pretekstem do zapoczątkowania, trzeciego z największych ludobójstw XX wieku.


ŚCIĄĆ WYSOKIE DRZEWA, CZYLI BYŁO SOBIE LUDOBÓJSTWO



To te, jakże banalne słowa, które padły na antenie radia RTLM otworzyły bramy piekieł.

Uzbrojeni w brytyjskie AK 47 i chińskie maczety bojownicy Hutu wyszli na ulice Kigali. Szybko dołączyła się do nich miejscowa ludność pochodzenia Hutu.

7 kwietnia 1994 rozpoczęła się rzeź. Ulice miasta szybko przemieniły się w rwące, krwawe rzeki. Tysiące przedstawicieli plemienia Tutsi - kobiety, starcy, nieświadome niczego dzieci, zostali bezlitośnie i bestialsko zamordowani. Ich ciała okaleczone, poćwiartowane maczetami rzucano na stosy.

Pozbawione głowy ciała, ludzie paleni żywcem, zabijani pałkami i tępymi nożami, gwałcone kobiety i dzieci ze zmiażdżonymi czaszkami szybko stały się widokiem powszednim.

Sąsiad zabijał sąsiada, ojciec rodzinę, a ksiądz parafianina.

Szaleństwo ogarnęło cały kraj. Tutsi byli tropieni i wydawani na rzeź jak zwierzęta. Codziennie w Rwandzie ginęło od 8 do 10 tysięcy osób. 70% ofiar znała swoich oprawców. Nie były to anonimowe szwadrony śmierci ani gestapo. Tylko zwykli wieśniacy, odurzeni strachem i chęcią zemsty. Okrucieństwo w najczystszej, przerażającej formie.


OCZY SZEROKO ZAMKNIĘTE, CZYLI BIAŁY CZŁOWIEK RATUJE ŚWIAT



Masakra w Rwandzie miała miejsce za przyzwoleniem całego świata. W styczniu 1994 roku, do ówczesnego sekretarza generalnego ONZ docierały informacje o szykujących się pogromach. Wówczas w kraju tysiąca wzgórz stacjonowało ponad 2500 żołnierzy ONZ, zapewne mogliby oni położyć kres bestialskim mordom, gdyby zezwolono im na użycie broni, nie tylko w obronie własnej.

W chwili gdy ulice Kigali pokrywały trupy i krew niewinnych ludzi, ONZ przystąpiła do ewakuacji białych a następnie ewakuowała swoich żołnierzy, zostawiając Rwandę samą sobie. W szczytowym momencie ludobójstwa, pozostało tam jedynie 270 żołnierzy Organizacji Narodów Zjednoczonych.

Amerykanie, pozostający pod wpływem wspomnień z Somalii, nie byli zainteresowani sytuacją w Rwandzie. Belgijczycy, którzy nie tak dawno wymordowali w Kongo blisko dwa miliony osób, również nie spieszyli się z pomocą, dla swej niedawnej kolonii.

Świat odwrócił się od Rwandy, bo nie miała ona dla niego żadnego znaczenia powiedział po latach Dallaire.


AUSCHWITZ PRODUKCJI AFRYKAŃSKIEJ



Ludobójstwo w Rwandzie było zbrodnią na ludzkości. Doskonale zaplanowaną, świetnie i rzetelnie przeprowadzoną i zrealizowaną.

Mordowano dzieci, by unicestwić kolejne pokolenie. Mordowano starców, by nie było świadków. Matki by nie rodziły, ojców by nie walczyli. Plemię Tutsi miało zniknąć z powierzchni świata.

Tymczasem, los zrządził inaczej. Role się odwróciły i zwycięski marsz partyzantów Tusti na stolicę, zakończył sto dni niewyobrażalnego koszmaru.
Hutu, obawiający się zemsty, opuścili Rwandę szukając schronienia w sąsiednim Kongo.

Pod eskortą francuskich wojsk, blisko trzy miliony Hutu przekroczyły granicę kongijską, niosąc tam za sobą wojnę, śmierć i strach.


NIC NIE WIDZIAŁEM, NIC NIE SŁYSZAŁEM



Przywódcy największych światowych mocarstw, twierdzą że nie wiedzieli o tym co dzieje się w Rwandzie.

Prezydent Bill Clinton zabronił swoim urzędnikom używać słowa LUDOBÓJSTWO w aspekcie wydarzeń w tym kraju. Powstaje więc pytanie, ilu ludzi należy wyrżnąć maczetą, żeby zmieścić się w założonym przez cywilizowany świat ludobójczym minimum.

Podczas wizyty w Rwandzie przepraszał publicznie za bierność Ameryki, z uporem maniaka twierdząc że nie zdawał sobie sprawy z ogromu tragedii jaka dotknęła tych ludzi.

Belgowie, Brytyjczycy - no cóż, przecież oni tylko sprzedawali broń. W końcu prawo rynku. Jest popyt, jest podaż. Jak nie oni, to ktoś inny.
Francuzi, którzy szkolili bojówki Hutu, również nie wiedzieli nic o planach eksterminacji.

A ONZ? Cóż, ONZ przeprasza...



Podziękowania dla Majki za naprawdę udany artykuł!

25-08-2010 18:20
Troszke inaczej na to patrze to jest mniej wiecej jak u nas z komuna.Gdy byla silna wszystkie kraje bloku sowieckiego trzymala za morde.Gdy komuna padla zaraz Jugoslawia-dym,Albania-dym,Czeczenia-dym itd.
Mniej wiecej to samo mamy w Afryce padl kolonializm ktory swiatnie prosperowal i pozwalal tym ludziom zyc na poziomie mimo wszystko wyzszym niz to bylo zanim nastapil.Jednak pewnego dnia mieszkancy Afryki uznali ze potrafia zrobic to samo co bialy a ziemia jest ich.I zaczelo sie....
Niestety gdy tylko doszli do wladzy okazalo sie ze nic nie potrafia.. jedyne co zostaje to gromadzic bogactwa po bialych i eksploatowac dobra ukryte w ziemi.No ale bylo wiecej chetnych na stanowisko "gromadzacych dobra" i zaczely sie rewolty,walki plemienne,ludobojstwa.
Drodzy forumowicze moglbym wymienic minimum 5 krai w Afryce gdzie ludzie modla sie o powrot bialych bo ich pobratymcy zgotowali im pieklo na ziemi.

Reasumujac nie uwazam by biali powinni angazowac sie w konflikty plemienne i rewolty Afrykanczykow bo na koncu zawsze jestesmy wszystkiemu winni.
Dajmy im spokoj jak opadnie kurz kiedys znow zobaczycie bialych przy sterach wladzy a wtedy Afrykanczycy docenia nasza obecnosc...
18-03-2010 22:24
Po 16 latach po tej tragedii Rwanda zaskakuje nowoczesnymi drogami, szkołami, kośiołami.Turysci nadal boją sie tu przyjeżdzać a tymczasem ja czułam sie tu bardziej bezpiecznie niż w Ugandzie czy Tanzanii.Ludzie zyja dalej.mowia ze wybaczyli, żyja w sasiedztwie mordujących ich rodziny. Czy na pewno jest tam przebaczenie???czy może rzad tak karze?czy bomba dalej tyka...???i gdzie byl w tym wszystkim kościół? Odwiedziłąm dwa koscioły pod Kigali.w jednym zginęło 10 000 osób, w drugim 5 000.Jaką wiarę mieli Ci ludzie, że mury kościoła ich uratuja.A jaką wiarę mieli zakonnicy jak wyjeżdzali z Rwandy jak tylko zaczeły się zamieszki...
15-03-2010 23:27
Rwanda jest niestety najlepszym przykładem bezradności najbardziej nieudolnej organizacji, walczącej o pokój na świecie czyli ONZ. Zawsze będę powtarzał, że organizacja zatrudniająca setki tysięcy urzedasów sam jest zagrożeniem dla siebie.
15-03-2010 23:26
Rwanda jest niestety najlepszym przykładem bezradności najbardziej nieudolnej organizacji, walczącej o pokój na świecie czyli ONZ. Zawsze będę powtarzał, że organizacja zatrudniająca setki tysięcy urzedasów sam jest zagrożeniem dla siebie.
28-02-2010 19:01
Straszne...i świat na to pozwolił???
27-02-2010 18:19
smutne ale prawdziwe
(niektóre funkcje portalu przeznaczone s? dla zalogowanych, zaloguj sie lub zarejestruj profil)
Korzystanie z serwisu oznacza akceptację regulaminu
Jest nas już 1088 | online: 0